poetycki desant w Tęczy, 13 lutego

Idąc na wieczór walentynkowy do Tęczy, zastanawiałam się, dlaczego w tytule imprezy pojawia się „zielone serce”. Zielone, bo przegniłe, wampiryczne; zielone, bo ludowe i pełne nadziei; zielone, bo ekologiczne?

 

Gdy dotarłam na miejsce, okazało się, że jest już wiele osób, a wśród nich panie Barbara Ząbroń, Anna Bejnarowicz, Anna Piróg, Bogusława Bronowska, Anna Paluch, Nina Głód. Był też, oczywiście, pan Jerzy Czapnik, specjalista od fotografowania (ale teraz gdzieś się zawieruszył).

Wszyscy się ze sobą witali i cieszyli na swój widok. Panował miły dla ucha gwar.

 

Sprawczynią całego zamieszania jest poetka Sława Sibiga. Do swojego pomysłu zaprosiła swoją przyjaciółkę Agnieszkę Kijas, również poetkę, i nie tylko.

Panie rozdają zielone papierowe serduszka, ale w ich posiadaniu są także serca czerwone. I własne, mocno bijące.

 

Młode poetki Dominika Świaczny i Oliwia Strauchman.

Oliwię spotykam ostatnimi czasy dosyć często. Wiedziałam, że rysuje, ale nikt mi nie powiedział, że także pisze wiersze.

Dawno nie widziałam Dominiki. Jej piękne wiersze zamieszczałam na blogu. Cieszę się, że znowu ją widzę.

 

Na scenie Hania Derej na nikogo nie zwraca uwagi i tworzy delikatne tło muzyczne. Siedzi za doniczką z kwiatkiem, trudno jej zrobić zdjęcie.

Warto zwrócić uwagę na koronkowe, piękne dekoracje. Wszystkie kunsztownie zrobione (na szydełku?) serca są autorstwa pani Sławy Sibigi.

 

Miłe przywitanie. Pani Elżbieta Strzezik mówi jak bardzo cieszy się z obecności poezji i poetów w Tęczy. Zapewnia, że publiczność przeżyje niezwykłe chwile.

Sprawdziło się.

 

Artystyczne walentynki rozpoczęła śpiewająco Wiktoria Michta.

 

Pani Sława Sibiga wytłumaczyła o co chodzi z „zielonym sercem”. Wszystkiego nie zapamiętałam, ale zacytuję jedno zdanie ” najpiękniejsze wiersze powstają z inspiracji przyrodą.” Należy więc w jedno połączyć miłość, naturę, zieleń i jeszcze wiele innych rzeczy. Bo w poezji wszystko jest możliwe, a im oryginalniej, tym lepiej.

Została przedstawiona osoba prowadząca tę imprezę – pani Agnieszka Kijas. Ale z boku przy stoliku zasiądą obie panie i pani Sława w odpowiednich momentach zabierze głos.

Dostrzegamy w kreacjach pań tytułową zieleń i elementy czerwieni.

Dodam jeszcze, że pani Sława od dawna planowała to spotkanie. Budziła się w nocy i zastanawiała się, jak zrealizować poetyckie walentynki.

 

Na scenę wchodzą zaproszeni przez organizatorkę goście – Barbara Solarska z Pszczyny, Jerzy Granowski z Katowic oraz tyszanie – Adam Michniewicz i Wojciech Ferenc. To jeszcze nie koniec. Wywołane zostają poetki młodego pokolenia – Oliwia Strauchman i Dominika Świaczny.

Nie zapominajmy o paniach prowadzących, które również piszą wiersze.

Czy scena utrzyma natłok wszystkich pięknych słów, które kłębią się w poetyckich głowach zaproszonych gości? Szczególnie dużo ważą metafory i oksymorony. Epitety też lekkie nie są.

 

Siedzą poeci i poetki na scenie jak na obrazku.

Każdy/a po kolei wyjdzie na środek i będzie czytał/a swoje wiersze. To naprawdę niezwykłe wydarzenie!

Wiersze są różnorodne, tak jak poeci. Słucham i wyobrażam sobie historie oraz emocje w nich zawarte. Przyznam się, że ten strumień poetyckiej świadomości otoczył mnie słowami i stworzył jedną całość.

Każde poetyckie wystąpienie było nagradzane oklaskami. W trakcie czytania panowała wyjątkowa cisza, wydawało się, że publiczność wstrzymała oddech.

 

Niezwykłe wrażenie zrobił poetycki występ Agnieszki Kijas i Oliwii Strauchman, mamy i córki.

 

Dominika Świaczny jest chyba poetką od urodzenia. Za swoje wiersze zdobyła wiele nagród. O Dominice jeszcze napiszę.

 

Panie Sława Sibiga i Agnieszka Kijas zapowiadają, tłumaczą, zachęcają, komentują – piękna współpraca. Pani Sława mówi spokojnie, sugestywnie, z uśmiechem. Pani Agnieszka prezentuje tysiące emocji i gestów oraz bogatą mimikę.

 

Pomysłodawczyni i organizatorka spotkania dziękuje swoim gościom i publiczności.

Gratuluję pomysłu i jego realizacji.

 

Na zakończenie Wiktoria Michta śpiewa pięknie „jeszcze w zielone gramy, jeszcze nie umieramy”.

Gdyby nie było tej piosenki, to na dzisiejszy dzień należałoby ją wymyślić.

 

A wdzięczna publiczność tworzy grupki i rozmawia. Pewnie o poezji, jak zawsze.

 

Tak, to było wspaniałe wydarzenie. Święto poezji.

Być czy nie być na zdjęciu z poetami? Wiadomo, jaka jest odpowiedź.

Relacja pana Jerzego Granowskiego – tutaj.

Będzie jeszcze mój filmik.

——————-

Gdy wracałam do domu, pomyślałam sobie, że może mijam właśnie jakiegoś poetę, który tworzy sobie w głowie wiersz?

Tychy to miasto bardzo poetorodne.

Ten wpis został opublikowany w kategorii artysta, czytanie, muzyka, pisarz, spotkania, Tychy, tęcza i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.