spotkanie z pisarzem Ryszardem Ćwirlejem w Mediatece, 9 stycznia

Ucieszyłam się bardzo, kiedy dowiedziałam się o tym spotkaniu. Pierwszy kryminał Ryszarda Ćwirleja „Upiory spacerują nad Wartą” ukazał się w 2007 roku i wtedy go przeczytałam. Książka spodobała mi się wyjątkowo – akcja rozgrywa się w PRL-u  i odczuwałam niejaką wyższość nad bohaterami, którzy jeszcze nie wiedzą, co się w Polsce wydarzy i snują różne przypuszczenia, najczęściej fałszywe o tym, co będzie.

Książkę polubił także mój syn, chociaż nie przepada za kryminałami. Nawet w prezencie urodzinowym kupił mi następny tom. Bo sam chciał też przeczytać.

 

Czytelnicy chętnie sięgają po kryminały, więc z radością przyszli na spotkanie. Jak zwykle, mogli napić się herbaty/kawy i zjeść ciasteczko. Czy jest coś przyjemniejszego niż słuchanie różnych historii z kubkiem herbaty w ręku?

 

Naszego wyjątkowego gościa zapowiedziała z entuzjazmem pani Kasia Kurasiewicz.

Pan pisarz przez dłuższą chwilę spokojnie, acz z dużym zainteresowaniem, słuchał wypowiedzi pani Kasi o sobie samym. Skomentował to później, że sam pewnie by tyle o sobie nie powiedział, a o niektórych rzeczach zdążył już zapomnieć.

Pewnie gdy słuchał, przed oczami przeleciało mu całe życie.

Skrótowo – studiował socjologię w Katowicach, pracował w TVP, w radiu, wykłada na uniwersytecie w Poznaniu.

 

Pan Ryszard Ćwirlej  przedstawił dzieje polskiego kryminału.

Opowiadał barwnie i ciekawie. Przytaczał historie ze swojego życia. Zaimponował mi wiedzą na temat kryminałów. Często o innych pisarzach mówił ciepło – to mój kolega, moja koleżanka. 

Różne drogi prowadzą do kryminałopisarstwa. Usłyszeliśmy śliczną historię o pisarzu Marku Krajewskim, który jako skromny pracownik naukowy zaszył się gdzieś w ustroniu, aby w spokoju napisać jakąś pracę naukową. Żona miała przywieźć książki potrzebne do pracy. Ale tego nie zrobiła, bo nadeszła historyczna polska powódź. Z nudów Krajewski zaczął pisać opowiadanie, którego akcja rozgrywa się w przedwojennym Wrocławiu. A później powstała powieść „Śmierć w Breslau”.

 

Opowieść o kryminałach uzupełniana była prezentacją, podkreślającą kolejne etapy wypowiedzi. Przypominaliśmy sobie autorów i tytuły. W niezbyt odległych czasach PRL-u kryminały najczęściej służyły tworzeniu pozytywnego wizerunku milicji. Pan Ćwirlej zwracał uwagę na absurdalne fabuły i niewielkie wartości literackie tych dzieł. Pozytywnie wypowiedział się o Joannie Chmielewskiej i Joe Alexie. Poza tym pochwalił stronę graficzną komiksu o kapitanie Żbiku. Powiedział, że jako dziecko marzył o spotkaniu ze Żbikiem, aby mu pomóc w rozwiązaniu trudnej sprawy.

A ja pamiętam, jaką popularnością cieszył się cykl „Ewa wzywa 07”.

Ciekawe historie były związane z konkursami dla „kryminalistów” czyli autorów kryminałów. Tak ponoć o sobie mówią.

Ryszard Ćwirlej jest pisarzem znanym i cenionym przez krytyków, a także chwalonym przez czytelników. Wiele razy był nagradzany za swoje powieści. I słusznie. Jego powieści to kryminały+, czyli oprócz intrygi kryminalnej zawierają inne walory – informacje o codziennym życiu w latach 80-tych XX wieku.

Poza tym jako pierwszy za tło literackich wydarzeń wybrał czasy stanu wojennego.

 

Pan pisarz parę słów poświęcił swojej pierwszej powieści. Niestety, nie było jej na wystawce z książkami. I wtedy ja z dumą wyciągnęłam swój egzemplarz (I wydanie) i pan Ćwirlej wziął go do rąk swoich. Pewnie są odciski palców na okładce.

Powiedział, że już niezmiernie rzadko można spotkać to wydanie.

 

Pan Ryszard Ćwirlej jest osobą niezwykle sympatyczną, ma dar zjednywania do siebie ludzi. Po zakończeniu swojej opowieści powiedział, że jest do naszej dyspozycji i możemy mu zadawać pytanie.

Miałam jedno pytanie – jak powstała postać Teofila Olkiewicza, mojej ulubionej postaci. Autor chyba też ją lubi. Początkowo Teofil miał być postacią reprezentującą wszystkie wady ówczesnej milicji. Później stał się kimś w rodzaju wojaka Szwejka. Parę razy na spotkaniach w komendach milicji/policji sugerowano autorowi, że opisał konkretną postać. – Czyli wszędzie gdzieś w Polsce byli jacyś Olkiewicze. Takie czasy. – skomentował pisarz.

 

I tak się trudno rozstać. Wszyscy chcemy mieć zdjęcie z pisarzem.

Do końca trwają rozmowy o książkach. Może pan Ćwirlej kiedyś jeszcze przyjedzie do Tychów?

———

Dodam, że na spotkaniach w Mediatece często zdjęcia robi pani Maria Bisztyga. Jest absolwentką Wyspiana. Ukończyła studia filozoficzne.  Lubię z nią rozmawiać i chętnie czytam relacje jej autorstwa z wydarzeń w bibliotece.

Ten wpis został opublikowany w kategorii biblioteka, czytanie, mediateka, spotkania, zainteresowania i pasje i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.