dzień regionalny w Mediatece – początek, 5 grudnia

MBP w Mediatece po raz drugi zorganizowała  Dzień Regionalny pod hasłem „Tychy po ślonsku czyli gryfno godka, maszkiety i inne uciechy”.

 

W tym niezwykłym dniu słońce najpierw wzeszło, a po paru godzinach – zaszło. Jedno i drugie wydarzenie zostało utrzymane w kolorach czerwieni i złota.

Tymi kolorami pewnie zasugerowała się prowadząca imprezę pani Katarzyna Kurasiewicz.

 

Nareszcie  spotkałam norwidowską matematyczkę Emilię Czaplę. Ucieszyłam się bardzo, ponieważ zobaczyłam ją na własne oczy po raz pierwszy od momentu, kiedy odleciałyśmy (Czapla i Sojka) ze szkoły. Ale utrzymujemy stały kontakt telefoniczny.

Pani Emilka interesuje się od zawsze  kulturą śląską, więc to normalne, że tutaj przyszła.

 

Impreza niedługo się rozpocznie. Publiczność zajmuje miejsca w sali koncertowej na piętrze. Przed schodami ciągnęła się długa kolejka ludzi spragnionych śląskich klimatów.

Na razie można podziwiać rozwieszone na scenie śląskie stroje oraz parawan przedstawiający śląski kredens (bifyj).

 

Pani Katarzyna Kurasiewicz w pięknej czerwonej sukience biega tu i tam. Gdziekolwiek spojrzę, to wydaje mi się, że ona tam już jest. Widać, że przeżywa lekki stres, bo wiele rzeczy naraz trzeba ogarnąć. A to wcale nie jest takie łatwe.

Pani Kasia wspaniale prowadzi różnorodne wydarzenia kulturalne. Jest do tego po prostu stworzona.

 

Na scenę została zaproszona pani Maria Lipok-Bierwiaczonek. Nie trzeba jej przedstawiać, ale pani prowadząca przypomniała: pani Bierwiaczonek jest osobą niezwykle zasłużoną dla Tychów. To jej zawdzięczamy powstanie Muzeum Miejskiego, którym przez lata kierowała. Jest również nagradzaną autorką wielu publikacji o Śląsku.

Mieliśmy wysłuchać gawędy o świątecznych obyczajach na Śląsku. Na początku pani Bierwiaczonek powiedziała, że gdyby chciała omówić to zagadnienie bardzo dokładnie, to siedzielibyśmy tu do świąt, więc będzie krótko.

Opowieść o dawnych potrawach wigilijnych była niezwykle zajmująca. Dowiedzieliśmy się, że na śląskim stole pojawiały się następujące zupy: rybna, siemieniotka albo grzybionka. Karpia jedli tylko zamożni, biedniejsi musieli zadowolić się śledziem. Obowiązkowo gotowano groch z kapustą i przygotowywano makówki.

Przeminęły dawne obyczaje, np. łucyje. A Mikołaj przychodził w stroju biskupa. – A teraz biegają jakieś wyrośnięte krasnale w czerwonych czapkach – obruszyła się pani Bierwiaczonek.

Zapachniało świętami, słuchacze zatęsknili za tradycją. Chętnie posłuchałabym dłużej.

 

Na scenę weszła następna niezwykła osoba – pani Stefania Dyduch. W stroju śląskim zwracała uwagę jeszcze przed rozpoczęciem Dnia Regionalnego.

Pani Stefania została wybrana osobowością roku 2017 w dziedzinie kultury w plebiscycie Dziennika Zachodniego. Prowadzi swój videoblog o tematyce śląskiej. Warto zajrzeć tutaj.

Wysłuchaliśmy wspaniałej opowieści w gwarze śląskiej, okraszonej humorem i niezwykłą osobowością pani Dyduch.  Z tego, co mówiła, wynika, że wszystko, co śląskie, jest wyjątkowe. Innymi regionami Polski nie warto się zajmować. Wyczuwało się ogromny szacunek dla domu rodzinnego i jego tradycji. Jak żywa stanęła przed oczami babka pani Stefanii, która mówiła: jak się nie nauczysz warzyć, to się nie wydosz, jak obetniesz warkocze, to się nie wydosz.

Nadrzędnym tematem stała się kuchnia śląska – najlepsza na świecie. Pani Stefania studiowała w Krakowie i podobno nie umiała w żadnej stołówce ani barze znaleźć porządnych śląskich dań. A szokiem kulturowym okazało się danie „fasola w kompocie” (nie bardzo wiem o jaką potrawę chodziło), bo na Śląsku takich rzeczy się nie jada.

Fajna też była historia o żeleźnioku – piecu, który przywieziono jej do mieszkania w bloku i mężczyzna wnoszący ten sprzęt nie bardzo rozumiał po co to komu.  (Żeleźniok stoi na scenie.)

Pani Stefania Dyduch to barwna osobowość. Nikt nie miałby pretensji, gdyby jeszcze coś opowiedziała.

 

Kolejny występ również wszystkich zachwycił. Zatańczyły i zaśpiewały dzieci z zespołu Żwakowskie Bajtle. Zespołem kieruje pani Teresa Kurpas. Powinna być dumna z małych artystów. Taki rozbudowany i perfekcyjnie przygotowany program wokalno-taneczno-aktorski na pewno wymagał wiele pracy.

Z rozrzewnienie przypominaliśmy sobie śląskie pieśniczki i tańce.

Jedno rzuca się w oczy – wszyscy, którzy do tej pory występowali, po prostu lubią to, co robią. Nikt ich nie zmuszał do mówienia ani do śpiewania. Realizują swoje pasje i to jest piękne.

—————

To jeszcze nie koniec. Będą następne wpisy o tym wydarzeniu.

Ten wpis został opublikowany w kategorii artysta, mediateka, nauczyciele, taniec, Tychy, uśmiech i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.