historyjki szkolne – część 2

Dalszy ciag szkolnych opowieści.

11
Omawiałam na lekcji „Proces” Kafki. Nawiązałam do zakończenia powieści. Wtedy pewna miła uczennica śmiertelnie się na mnie obraziła. Powiedziała – zdradziła pani zakończenie, a ja jeszcze nie doczytałam do końca. Teraz czytanie tego nie ma już sensu. Pocieszyło mnie to, że klasa stanęła po mojej stronie – należało już przeczytać całą lekturę.

12
Bardzo mi zależało, żeby uczniowie sami pisali swoje wypracowania. Krytykowałam wszelkie przejawy ściągania. Na lekcji uczeń przeczytał głośno swoją piękną pracę. Zapytałam o znaczenie słowa, którego użył parę razy. Nie znał. Powiedziałam – ktoś ci to napisał albo przepisałeś od kogoś. Nie zaprzeczał.
Potem się dowiedziałam, że jego korepetytorka (którą znałam) zrobiła mu awanturę, że przepisał bezmyślnie to, co mu napisała. Na mnie też była zła.

13
Kiedyś po lekcji podszedł do mnie uczeń i z tajemniczą miną powiedział – czy mógłbym pani coś powiedzieć? – Oczywiście – odparłam bardzo zaciekawiona. – Ma pani fajne buty.
Naprawdę miałam wtedy fajne buty, ale nie spodziewałam się, że ktokolwiek mi o tym powie. A szczególnie – chłopak. Było mi bardzo miło.

14
To był chyba jakiś dzień wagarowicza. W pewnej klasie zgłosił się uczeń (bardzo go lubiłam), że poprowadzi za mnie lekcję. W tym dniu jakoś luźniej traktowało się obowiązki, więc zgodziłam się. Powiedziałam tylko, że lekcja ma być na temat. No więc mój zastępca najpierw usiadł na ławce, założył nogę na nogę i zaczął naśladować mój sposób mówienia. Zbuntowałam się. – Ale ja tak nie robię! – powiedziałam. Ale uczniowie stwierdzili, że chłopak świetnie mnie zagrał. Musiałam się pogodzić z tym, że właśnie tak wyglądam w ich oczach.

15
To było dawno temu na studniówce. Pewna dziewczyna przyszła ze swoim chłopakiem. Cóż w tym dziwnego? Chłopak prosił do tańca kolejno wszystkie nauczycielki swojej dziewczyny i prowadził rozmowy w stylu – a moja dziewczyna uczy się przez cały czas do matury. Jednak najbardziej lubi język polski (matematykę, biologię…w zależności od osoby, z którą tańczył). Tak pomagał swojej ukochanej przed maturą. (wtedy matury były oceniane przez nauczycieli ze szkoły)

16
Wydawało mi się, że mój uczeń wagaruje. Zadzwoniłam więc do jego domu, żeby porozmawiać z rodzicami. Odebrał telefon mój uczeń. Mówię – dzień dobry, tu twoja wychowawczyni, poproś mamę do telefonu. Ale chłopak nie uwierzył. – Ale jaja, nie wygłupiaj się. Na to ja – to naprawdę ja, twoja wychowawczyni Urszula Sojka. Usłyszałam –Przestań, fajnie podrabiasz jej głos. Jednak w końcu uwierzył, że to ja dzwonię. Powiedział, że nikogo z rodziców nie ma w domu. Ale następnego dnia przyszedł do szkoły.
Po latach spotkaliśmy się w banku i przypomnieliśmy sobie ten incydent, oczywiście, śmialiśmy się z tego.

17
Nie przeczytałam uważnie szkolnego rozporządzenia dotyczącego matur. Przyszłam sobie rano do szkoły w dresie i okazało się, że muszę pilnować uczniów na maturze z matematyki. Nie było już czasu, żeby wrócić do domu i się przebrać. Było mi bardzo głupio, bo mój ubiór był niezbyt odpowiedni. Na szczęście siedziałam z grupką uczniów w małej sali lekcyjnej. Schowałam się za biurkiem. Patrzyłam sobie na elegancko ubranych maturzystów i cały czas pamiętałam, że przyszłam w dresie na maturę. To był granatowy dres, ale jednak obciachowy w odniesieniu do sytuacji.

18
Pewien uczeń nie czytał lektur, ale zawsze mówił, że przeczytał, tylko nie pamięta. Przed omawianiem opowiadania Żeromskiego właśnie tego ucznia poprosiłam o krótkie streszczenie. Przez pięć minut opowiadał dwie pierwsze strony. Więcej na przerwie nie zdążył przeczytać. Ale jego opowieść była bardzo szczegółowa i piękna.

19
Trudno uwierzyć, ale kiedyś nie można było kupić ściąg do lektur, nie było streszczeń w Internecie, Internetu też nie było. Właśnie w takich zamierzchłych czasach omawiałam „Lalkę” Prusa. Jechałam do szkoły w zatłoczonym autobusie i gdzieś z oddali słyszałam głosy swoich uczniów. – Czytałeś „Lalkę”? –Tak. – O co tam chodzi? –Wiesz, jest tam taka k… Izabela Łęcka.
Rozpoznałam ich po głosie, ale nigdy nie przyznałam się, że słyszałam ich rozmowę.

20
To było na wywiadówce. Zostali opiekunowie uczniów sprawiających kłopoty. Bardzo niesfornego ucznia reprezentowała babcia. Opowiedziałam jej o wybrykach wnuka. A ona na to – Bij go, pani, bij.
Powiedziałam – nie mogę.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii uśmiech, wspomnienie i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.