nagrody w kategorii plastycznej i literackiej na MT 2018

Długo czekałam, aby zamieścić najlepsze prace z kategorii plastycznej i literackiej. Niestety, nie wszystkie do mnie dotarły.

Kategorię sceniczną mogliśmy  sami obejrzeć i ocenić. Teksty, obrazy i zdjęcia udostępniono tylko jurorom. Trochę to niesprawiedliwe. Tym wpisem próbuję to naprawić.

 

——————————-

 

kategoria plastyczna

 

Nagrody w kategorii plastycznej były równorzędne. Zdobyli je Sylwia Mann, Sandra Świeczak i Kuba Piątek.  Gratulacje!

 

Autorem tych portretów jest Kuba Piątek. Miałam okazję podziwiać je w oryginale.

Pozostałe prace zamieszczę wkrótce, mam nadzieję.

—————–

A więc zamieszczam.

To Sandra  Świeczak narysowała. Nareszcie mogłam zobaczyć i zachwycić się.

 

Autorką tego obrazu jest gimnazjalistka Sylwia Mann. Gratulacje!

 

 

———————————————

 

kategoria literacka

Tutaj można przeczytać wszystkie nagrodzone teksty. Warto. Cieszy fakt, że tyle utalentowanych osób wzięło udział w konkursie.

 

I nagroda – Nadia Nogaś, Zespół Szkół nr 2 w Tychach

 

Tryptyk mieszkalny

I

Okno było stare, odrapane. Śliczna niegdyś, biała farba łuszczyła się na nim niczym skóra węża. Mimo to trwało niezłomnie, wyglądając na ciągle tę samą, nudną, przewidywalną, poboczną ulicę, przez porysowaną szybę.

Dziś niebo było pochmurne, więc istnienie okna zdało się być jeszcze bardziej szare niż zazwyczaj.

Właściwie, okno nigdy nie czuło się zbyt dobrze… Tylko czasami, bardzo rzadko, skrzyło się pod ciepłym spojrzeniem słońca (jednak nie śmiało marzyć o czymkolwiek więcej). Słońce. Okno westchnęło cicho na myśl o nim i prawie natychmiast okryło się rumieńcem cienia. Lękliwie potoczyło pojedynczym błyskiem dookoła. Nikt nie zauważył. Było dla nich wszystkich jakby przezroczyste. Jedynie szafa posłała mu drewniany uśmiech.  Brzydka, kanciasta, pękata szafa. Okno nie chciało od niej litości. Nie chciało jej od nikogo. Ostentacyjnie wyjrzało na zaspaną ulicę, przybierając sztucznie zainteresowany wygląd. Wiedziało, że to żałosne, ale nie mogło się powstrzymać. Zaczął padać deszcz. Mokre szpile kropel raniły je dogłębnie, a na szybie przybywało rys.
Okno zatrzasnęło się z hukiem, lecz rysy już pozostały.

Tak bardzo chciałoby być lampą. Zawieszone wysoko, ponad wszelką kpiną… Pespektywa ta wniosła sobą coś poetyckiego w tę chwilę.
Ponad wszelką kpiną brzmiało niby zapach rosy o poranku. Znaczy, zapach nie brzmiał, ale… Nieważne.

Wróciło do obserwowania ulicy. Nowy samochód przejechał dumnie, podziwiając swoje odbicie. Był tak zapatrzony w siebie, że nawet nie zauważył okna. Minął je, rozsiewając smużkę spalin. Smużka, tak jak drwiny kropel, osiadła w oknie głęboko.
Znów zostało samo na pustej ulicy, z drętwym wnętrzem za sobą.
Słyszało rozmowę stołu z wazonem. Rozmowę tak kulturalną, że aż bezsensowną. Wazon opowiadał o estetyce, wyczuciu stylu. Stół przechwalał się centralną pozycją i bogactwem.

II

Wszyscy myśleli, że lampa ma wszystko. Pachnąca nowością, zawieszona na szczycie, spoglądająca na nich z góry. Zawsze radosna, zawsze gotowa dodać im blasku. Tak piękna, tak lśniąca, tak… samotna…?

Za wysoka, by móc się pochylić, wyniesiona wbrew sobie na sufitowy tron, poza zasięgiem ich zamkniętej wspólnoty mieszkania. Zerknęła przelotnie w okno.
Była piękna – mlecznoszklana, o unikalnym kształcie, rozpylająca miękkie wstęgi światła. Wyglądała cudownie, a oni…

I tak nie chcieli jej poznać. Zamrugała nerwowo żarówką.

Spojrzała ponownie w okno. Pozornie nic nie uległo zmianie, poza tym, że prześladowało ją uczucie rozpadania się na miliony kawałków. Tysiące roziskrzonych błysków pokryło meble jakby złocistym snopem konfetti. Nie należała tu.  Powinna była zostać w magazynie, na zapleczu. Chociaż tam również nie czuła się swojsko. Zbyt dobrze pamiętała obwieszone kryształkami lampy z dumą powiewające cenami. Kryła się za nimi, zagryzając kabel ze wstydu.  Nienawidziła ich, niemniej siebie nienawidziła o wiele bardziej. Była taka szczęśliwa opuszczając ciemne pomieszczenie, pachnące pośpiechem i kartonami. Czuła euforię, słysząc charakterystyczny dźwięk taśmy, biegnącej wokół jej pudła. Lampa podskakiwała wtedy z radości, skąpana w folii bąbelkowej. Myślała, że w domu będzie lepiej…

Jej myśli pobiegły ku podłodze. Czy kogokolwiek by obeszło, gdyby spadła spod sufitu niczym jeden z meteorów? Albo gdyby odcięła sobie dopływ prądu…

Pewnie stwierdziliby, że już do reszty jej odbiło. Że nigdy nie pasowała do wizji wnętrza.
Że w sumie dobrze się stało. Nie da im tej satysfakcji. Nie spadnie. Pozostanie tu – zimna, wyniosła, z gorącą żarówką pulsującą pod kloszem.

III

Szafa stęknęła z wysiłkiem. Nogi zaczynały porządnie ją boleć. Kolejny znak, że powinna schudnąć.  Zawsze była raczej dobrze zbudowana, ale ostatnio zrobiła się zwyczajnie pękata. Już nawet nie masywna, co brzmi dostojnie, nie, była PĘKATA.
Rzuciła komodzie nienawistne spojrzenie. Nie mogła uwierzyć, jak po tych wszystkich latach, komoda nadal była o połowę od niej chudsza.
(Jeszcze dochodziły te jej, długie, zakręcone nóżki i smukłe klamki szufladek.)
Dziś, komoda miała na sobie nową, czerwoną serwetę z koronki, więc oczywiście MUSIAŁA się bezczelnie mizdrzyć do regału. Szafą aż zatrzęsło. Przygnieciony przez nią dywan, syknął z bólu i irytacji. Opadła ciężko na dawne miejsce,  zapędzona w kąt wyzwiskami.

Poszukała wzrokiem okna. Ech, chciałaby mieć taką płaską figurę. I ta krucha uroda… Nie tak przyćmiewająca blaskiem jak u lampy, ale delikatna, wyważona…

Swoją drogą, okno chyba znów rozmarzyło się nad słońcem. Szafa posłała mu uśmiech, który nie został odwzajemniony. Nie było żadnego porozumiewawczego mrugnięcia.
No tak, dlaczego miałby być?
Niezgrabne, zwaliste cielsko szafy, zaciążyło na jej duszy jakoś bardziej.
Powinna zacząć o siebie dbać. Ograniczyć ubrania. Zero czarnych, obsesyjnie obcisłych, sukienek, które wyłącznie zalegają na wieszakach. I żadnych szpilek na platformie.
Pora przerzucić się na wielofunkcyjnie dresy albo uniwersalne koszule. A do tego, porządne oczyszczanie. Im szybciej pozbędzie się nadmiarowych kilogramów, tym lżej.
Zrzuci je raz dwa. Znowu będzie mogła się domknąć. Może nawet przestanie trzeszczeć przy każdym ruchu. To byłoby coś!

Kogo ona próbuje przekonać?! Nie oszukujmy się, nigdy nie schudnie! Pozostanie na wieki tą samą grubą, niezdarną szafą!

Komoda oparła się bokiem o regał. Szafa ze skrzypnięciem pochłonęła kilka żakietów.

————————-

II nagroda – Julia Biela, I LO im. Kruczkowskiego w Tychach

 

Miłość

Widziałam ją w sukni czerwonej
Widziałam ją w sukni czarnej
Mocny makijaż, usta spieczone
Spojrzenie legendarne

Mina lekko drwiąca
I pewne spojrzenie
Jak pomnik stojąca
Nad krótkim istnieniem

Nie wierzy w złe wieści
Nie traci nadziei
Nie słucha opowieści
W Madrycie czy Nicei

Zwiedza świat cały
Spotyka miliony ludzi
Nieważne czy bogaty czy zubożały
Ona pracą się nie trudzi

Nie ślepa i nie głucha
Łasa na komplementy
Próśb nie zawsze wysłucha
Ma gorsze i lepsze momenty

Widziałam jak całuje w usta
Widziałam jak zrzuca ze skały
Emocji pełna lub zupełnie pusta
Wyrzuty sumienia się jej nie trzymały

Nie mogą jej zatopić powodzie
Nie mogą jej spalić pożary
Nie mogą zatrzymać ją grodzie
Nie mogą trafić ją strzały

Nigdy nie bywa za stara
W ciągłym życia korowodzie
Chociaż bardzo się stara
Nigdy nie spotkasz jej w niezgodzie

Piękna jest niesamowicie
Dla jednych okrutna dla innych współczująca
Ratuje niejedno życie
I nigdy nie ma jej końca

 

Szczęście

W szarym świetle dnia
Budzi się i uśmiecha jak dziecko
Oplata lekkie kartki zeszytu,
Wkracza w nowy dzień bohatersko

Niesione wiatrem i śmiechem
Ludziom przynosi uciechę
Oświeca dusz światełka
I radość budzi się wielka

Rodzi się w ciszy i w ciszy ginie
Żyje na wzgórzu, żyje w dolinie
Rozpala serce, uskrzydla duszę
Zachwyca ludzi uczuć pióropuszem

Nie wymaga pośpiechu
Nie szuka więcej
Niż cienia uśmiechu
To szczęście

 

Młodość

Jak miłość gorąca
Jak promienie słońca
Jak słodki smak lata
Jak zwiedzanie świata

Taka młodość jest
co wiosną snuje się
po parkach i ulicach
gdzie urodą zachwyca

Zbyt szybko wszystkich mija
Prześlizga się jak żmija
Ledwie tkną jej sukienki
Już znikają jej wdzięki

Nikt jej zatrzymać nie może
By w smutnym, szarym kolorze
Dodała barw i radości
U każdego raz tylko gości

Kapryśna to jest pani
Bo nawet ludzie znani
Tylko jedno z nią mają spotkanie
Tylko jedno serc zawirowanie

Można szukać jej wszędzie
Lecz drugiej szansy nie będzie
Więc należy ją świętować
Żeby później nie żałować

———————-

 

III nagroda – Natalia Szczypiór, X LO im. Paderewskiego w Katowicach

 

Autobiografia butów Van Gogha

Porzucone na świata krawędzi, modlimy się o śmierć, zaklinając w swych duszach Posejdona, co w ofierze swej wygłodniałej błękitnej kostusze oddał naszego Pana Van Gogha. Szepty głosów rozproszone przez krzyk fal i tylko my, choć na pozór odrębne wierzchnie, trwamy między pięknym snem, a lazurową otchłanią. On przemierzając życie niczym mędrzec, zostawił nas u kresu swej ostatniej podróży. Wciąż żywo w swej pamięci mamy, jak dumnie kroczył przed ołtarz swego przeznaczenia z wysoko uniesioną głową, z szeroko rozwartymi oczyma, z zachwytem wpatrując się w ostatni promień zachodzącego słońca…
W naszych trzewiach pozostawił obrazy swych fantazji, w jasnych barwach malowanych, gdyż często unosił się nad światy, zapominając o tym co ludzkie. Więc my Pana naszego przyciągałyśmy ku ziemi, aby twardo stąpał po ścieżce swego życia, nie zbaczając z niej nawet o krok. Wciąż wołałyśmy: „Panie! O panie!”… lecz teraz odpowiada nam echo dawnych lat, których trosk nie pamięta nikt, choć one istniały i istnieć będą z człowiekiem aż po grób.

Tylko wyobraźnia jest w stanie ograniczyć istotę ludzką. Gdy zwątpienie spojrzy swymi bystrymi oczyma na twą przyszłość, Ty nieśmiało zamkniesz swoje i nie zobaczysz już nic więcej prócz wydeptanych dróg tysięcy nieszczęśników. Lecz my kreowałyśmy nowe ścieżki dla naszego wybawcy, który tchnął w nas życie, gdy po raz pierwszy ujrzał nas pogrzebane na cmentarzysku najpiękniejszych snów. Choć podstępny czas odebrał nam lata chwały i użyteczności, chciałyśmy się narodzić na nowo, by wypełnić swą misję jaką nam powierzył wielki stwórca.

Dla ludzkości jesteśmy niczym. Nasze istnienie nie przynosi szczęścia strapionemu człowiekowi, nie ma także zbawiennej mocy w uleczaniu ran. Dla Van Gogha byłyśmy tylko narzędziem, aby karmiąc się nieszczęściem innych, mógł dojść z pomocą pary chodaków na szczyt. Sprawiłyśmy także, że gdy spadał ze złotej góry, nie było to bolesne i uciążliwe doświadczenie, lecz pełne mądrości i prawdy. Bez nas społeczność zarówno przeszłego jak i współczesnego świata raniłaby swe obnażone stopy, nie wykonując kroku w przód lecz stając w miejscu. Widziałyśmy ludzką masę stapiającą się z szarym tłem codzienności, ale także człowieka szczęśliwego, z zachwytem patrzącego na blask tysięcy gwiazd. Lecz to naszemu Panu nie wystarczyło, więc przemówiłyśmy do niego ludzkim głosem pełnym trosk: „Mistrzu umiłowany, ukazałyśmy ci świat oczyma wiary, życie w blasku nadziei oraz człowieka w cieniu prawdy. Czemóż więc nie zaprzestaniesz swej wędrówki pełnej wyrzeczeń i niepowodzeń? Czyż ta odwieczna tułaczka nie jest powodem twego przemijania?”

Van Gogh pogrążony w zadumie, odszedł w głąb swej świadomości, by nazajutrz powrócić z odpowiedzią:
„Wolność, tylko ona może nas wyzwolić… Usilnie próbuję zmusić ją do posłuszeństwa, zamknąć za kratami swego przeznaczenia, przeistoczyć w kruchą materię niezdolną do krzyku… Lecz ilekroć otwieram oczy, ona w pełnej gotowości do lotu nad powierzchnię egzystencjalną każdego śmiertelnika, twardo stąpającego po ziemi niczyjej, rozbija się o tafle ludzkich słów i odlatuje…
– O wolności moja miła, czemuż ty taka nieszczęśliwa wśród płaczu ludzkich dusz?”
Lament naszego Pana przedzierał się przez niejedno sumienie zatwardziałe. Języki ognia obnażyły się, ukazując swą niemoc względem potęgi pragnień. Wkrótce pojawił się dym… Van Gogh wypalał się.
Pełne wątpliwości w zdolność odczuwania istot ziemskich, często myśli swe wyprowadzałyśmy na spacer, spuszczając je ze smyczy.
Czy człowiek będąc istotą rozumną, pojmie kiedykolwiek śmierć zmarłych za życia, którego nigdy dotąd nie dostąpili?
Podczas, gdy morze delikatnie unosiło ludzkie nieszczęścia, wypierając złudzenia na brzeg Hadesu, my – niewidzialne buty Van Gogha… na samym dnie prawdy… oddalone od nadziei o tysiące mil morskich- czekałyśmy na ratunek.
Ludzkość odmierza czas śmiercionośnym rzutem monety, naiwnie sądząc, że uczynienie materii wartościową, umożliwi przejęcie władzy nad światem.
My – buty wielkiego Pana, skazujemy uczucia za winne popełnionych czynów, wymierzając karę dożywotniego pozbawienia wolności, jednocześnie uchylamy swą decyzję, dotyczącą zastosowania środków łagodzących.

Uczucia swymi szponami wyrywają duszyczki bez skazy. Udręczając ich właścicieli szkaradnymi myślami o wierze, nadziei i miłości. Jakże nie postawić ich zawczasu przed sądem najwyższym? Czyż żywot nasz przynależałby do wszechobecnego systemu, gdybyśmy odnaleźli i zamknęli upragnioną wolność Van Gogha w złotej klatce? Ile warte jest słowo rzucone na pożarcie wygłodniałej ludzkości? Jak wiele dróg jesteśmy zmuszone przebyć w niewoli, aby odkryć skarb u szczytu góry prawdy?

Od poczęcia przywdziewamy sztuczną skórę, ze smutkiem spoglądając na ludzkość rodzącą się w swej wyjątkowej, tej jedynej… Będącej owocem najprawdziwszej miłości, by po chwili zrzucić ją na własny rozkaz, stając się papierowym człowieczkiem, podatnym na żywioły okrutnego świata. Jakże odnaleźć w swych trzewiach tak wielkie pokłady wyrozumiałości, aby zrozumieć wasze poczynania?

Świat pełen jest herosów życia, niewolników śmierci oraz cieni Van Gogha. Poszukujących w raju cierpiących, na pustyni pragnących i tych w samym sercu diabła: pełnych wiary, gotowych na walkę z wiatrakami. Jakże para wierzchni może prowadzić swego Pana na pewną śmierć? Czyż odnalazłaby w sobie dość siły, aby przeciwstawić się Wielkiemu Stwórcy? Gdy nadszedł czas próby, uśpiona czujność stała się naszym największym wrogiem. Myśli nasze również pogrążone w głębokim śnie, nie mogły zmierzyć się ze zwątpieniem. Nie zauważyły, jak czarna dama dostojnym krokiem balansuje między uczuciami skazanymi na dożywotne pozbawienie wolności.

To zadziwiające, jak zawiłe są drogi ludzkie: krzyżują się z naszym przeznaczeniem i rozplatają, by po chwili znów zmienić swój bieg. A my – szare buty Van Gogha – musiałyśmy doścignąć jedną z nich, gdyż chciałyśmy towarzyszyć swemu Panu u kresu jego żywota, trwać przy drewnianej trumience, rozpoczynając swą najpiękniejszą dotąd podróż.

Lecz to wszystko na marne.

Gdy zostawił nas na świata krawędzi, rzucając swą samotną duszę w rajskie odmęty błękitu, poranił swe obnażone stopy na drodze ku wieczności i nie wykonał ostatniego kroku u stronę nieba lecz w stronę nicości…

Wybiła godzina śmierci. Mały chłopczyk ze slumsów przybył w białych rękawiczkach, spoglądając z pogardą na człowieka, z widniejącymi na oczach grzechami.

Człowiek oślepł. Jego bose, poranione stopy podążały zakrwawioną drogą w stronę ciemności. Mały chłopczyk ze slumsów z całych sił ściskał w piąstce garść spleśniałego chleba. Jego niemy krzyk ginął w płaczu białych marionetek. Pragnął wykupić swą wolność za garść spleśniałego chleba, gdyż monet nie przyjmują. Więc stanął na świata krawędzi i wyrzucił monety w objęcia nicości. W oddali dostrzegł parę dziurawych trzewików. Czarna madonna zażądała za nie zapłaty. Nie zostało mu nic, prócz garści spleśniałego chleba przeznaczonego na wykupienie wolności.

Mały chłopczyk ze slumsów w podziurawionych chodakach wrócił do domu.

W tle zadudnił gromki śmiech.

—————————

wyróżnienie – Rozalia Kata, III LO im. Wyspiańskiego w Tychach

 

Gwiazdozbiór

Księżyc już dawno wypalił się,
Niczym oddech dotykający Twych warg,
A ja spoglądając na gwiazdozbiór,
Zaczynam wszystko od nowa…
I ponownie uciekam od życia.
Pustka powiela się z każdą kolejną modlitwą
I wiem, że tego sumienie już nie udźwignie.
Relatywizm moralny rozbija się w mgnieniu oka
Na sto tysięcy skłóconych nocy,
Które przesypiamy z wrzaskiem ciszy.
Czujemy się samotni, a przecież żyjemy razem…
Patrzymy w swoje oczy, lecz nie potrafimy się dotknąć…
Jedynie słowami tniemy zapisane wspomnieniami
Kartki.
Bardziej dotkliwie boli sposób w jaki odchodzimy,
Niż same realia tych chwil,
Kiedy łza uwalnia się od kryształowych
Źrenic przywiązania.
Odchodzimy, mijamy się, wiążemy…
Ocieramy łzy, które deszcz zmywa
Wraz z okruszkami
Tęsknot.
Wsłuchujemy się w dudnienie deszczu,
Czując jak każda kropla łączy nas ze sobą.
Pragniemy swojej bliskości, lecz między nami
Cienka ściana
Podświadomości.
Noc rozpościera swoje ramiona…
Razem, lecz oddzielnie zasypiamy
Czując bicie naszych serc,
Lecz nie słysząc słów.
Zamykamy oczy…
I ponownie jesteśmy na ziemi.

 

Nagość myśli

Nie mogę zamknąć oczu,
Gdy czarna okładka nocy
Uzurpuje jej treść
I pochłania – słowo po słowie
Wspólną obietnicę wieczności.
Czy wiesz ile łez skrywa ta cisza?
Powiedz, ile jeszcze ramion
Obejmie to samotne ciało?
Nie pozwól mi… nie pozwól zwątpi
,
Gdy jednak czasem ta bliskość zrani…
Dlaczego Twoja nagość cielesna
Ubrana jest w słowa,
Których nie potrafię Cię pozbawić?

Łatwiej poznać każdy organ,
Tkankę, najmniejszą komórkę,
Niżeli pozbawić myśli przyodzienia…
Dzieląc się na pół, połowię nie tylko uśmiech,
Lecz każdą szramę doświadczeń,
Których nie sposób wciąż wyjawi

Wołałam… prosiłam…
Zamilkłam.
I nawet, jeśli moje ciało
Zrzuci z siebie codzienność,
Niełatwo zasmakujesz prawdziwej nagości
Wykaligrafowanych subtelnie przez życie
Newralgicznych
Przekleństw.
Ubrana w każdą jednorazową opinię
I tak czuję się naga…
Uwolnij mnie więc, niech i ciało wyzwoli duszę…
Próbowałam sama, lecz tylko w jednych ramionach
Czuję się prawdziwie wolna…
Kompletna sama w sobie i…
Niezwykle obnażona w uczuciach.

 

Obraz

Tyle tajemnic, które skrywają Twoje wargi,
Zbyt wilgotne od zeszłorocznego deszczu,
Nie przemilczały nawet pustynne zakamarki
Konwenansów.
To ostatni raz, kiedy Twoje oczy zalewają oceany
I ostatni, kiedy ręce nieświadomie drżą z samotności…
Twoja świątynia płonie, wiem, nie jest łatwo już nawet
Oddychać…
Pożegnań więcej, niżeli nocnych ucieczek w głąb lasu
Wzajemnych granic…
Mniej tlenu niż potrzebują nasze płuca,
Oddalone od siebie o kwiatostany przysiąg…
Odliczając krople czerwonej farby
Jednostajnie opadającej
Po ustach
Szyi
Bieliźnie
Zdajemy się na siebie… i czekamy…
Bądź cicho… – szepcze sumienie,
Lecz ciało jednoczy się z wrzaskiem.
Płótno pomału nasiąka wódką, zimną
Pozbawioną wyrazu, w tej inwektywie
Człowieczeństwa.
W zamkniętym pomieszczeniu nocnego nieba
Księżyc przypomina o Tobie…
I o każdej gwieździe spalonej przeze mnie…
Oczy zamyka popiół nocnego nieba,
Lecz wciąż otacza nas pomruk dnia
Malowniczych obrazów.

————————

 

wyróżnienie – Klaudia Wojakowska, Zespół Szkół nr 6 w Tychach

mechaniczna dusza

Właściwie…Czym są słowa?
To tylko 32 litery alfabetu poskładane w różnoraki sposób…
A emocje…?
Emocje są mechaniczne.
Śmiech to tylko skurcze przepony.
Gniew – drżenie podwzgórza.
Smutek zaś to napięcie mięśni gardła i oczu.
Impulsy, skierowane na ciało migdałowate, oznaczają podniecenie.
Organizm jest mechanizmem.
Gdzie więc jest dusza?

sztuka

tworzymy,
aby na zawsze pozostać w pamięci
próbujemy uczynić nasze prace jak najlepszymi
sprawmy więc, aby nasze życie było dziełem sztuki – mamy tylko jedno płótno.

przemijanie

O miłości w Niebiosach, co płowieje jak liście jesienne,
tak ja tęsknię za Tobą, ukochany.
Zawsze, gdy widzę liście, pokazujące, że niedługo znikną, myślę o Tobie.
Gdy spoglądam na zmieniające się pory roku, które symbolizują przemijanie, myślę o Tobie.
Moja miłość jest wieczna.
Nieprzemijająca.
Jednak, gdy myślę o Tobie, w głowie mam tylko to, że jednak przeminąłeś.

Ten wpis został opublikowany w kategorii artysta, gratulacje, konkursy, literatura, młode talenty, sztuki plastyczne, zainteresowania i pasje i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.